Przedwczoraj matka Roberta miała wypadek. Ponoć poślizgnęła
się w centrum handlowym. Leży w szpitalu. Chyba w bardzo ciężkim stanie, bo jej
mąż przyleciał Chin. Jest tam lekarzem. Z tego co wiem nie rozmawiali ze sobą
dobre dziesięć lat. Widocznie Robert go ściągnął. Tylko po co skoro są po
rozwodzie. Szkoda mi jej. Zuśka zaraz po
świętach wyjechała do brata do Irlandii. Napisała sms-a: "Szczęśliwego
Nowego Roku. wyjeżdżam do Irlandii, pa".
Spotykam się z Michałem. Takie postanowienie noworoczne.
Uznałam, że po swoich przejściach jestem na tyle czujna, że nie pozwolę sobie
w kaszę dmuchać. Chcę być szczęśliwa.
Przypadkiem też spotkałam się z panem Zdzisławem. To
emerytowany pracownik kolei z którym spędziłam kilka miłych godzin na ławce w
parku dwa miesiące temu. Nadal nieźle się trzyma jak na 83- latka. Jestem mile
zaskoczona, że nadal mnie pamięta. Powiedział, że ma dla mnie propozycję.
Chciał mój adres korespondencyjny. Kazał czekać na list z którego wszystkiego
się dowiem.