Chyba wszystkim niedziela kojarzy się z leżeniem przed
telewizorem i nadrabianiem zaległości w serialach. mmmmm... miałam pięknie
leniwy dzień. Do czasu, kiedy próg mojego mieszkania przekroczyła ta żmija.
Stało
się dokładnie to, czego się spodziewałam. Wszystko zgodzie z planem....
Spędziłam w towarzystwie Zuśki chyba najtrudniejsze trzy
godziny w swoim życiu. Ciężko jest udawać, że mnie to wszystko nie rusza.
Słysząc jej bezsensowne tłumaczenia miałam ochotę wylać tę kawę wprost na jej
głowę. Nawet powieka jej nie zadrżała, kiedy tłumaczyła, że nie sądziła jak
bardzo mnie skrzywdzili. Mój były niby nakłamał jej, że tylko pozornie jesteśmy
razem. Tylko po to, żeby nie ranić jego matki. W sumie patrząc z perspektywy
czasu żal mi tej dziewczyny. Nawet nie zdaje sobie sprawy w co wdepnęła. Przecież
ten koleś nie potrafi podjąć żadnej decyzji bez swojej mamusi. Nie mogło
oczywiście zabraknąć tłumaczenia - "Nie wiedziałam nic o tym kolesiu z
imprezy. Pierwsze słyszę. Że niby byli w zmowie? Niemożliwe".
Tak czy inaczej spotkanie zakończyło się uściskiem, oraz
słodkim "już się nie przejmuj, wszystko między nami w porządku".
Nienawidzę kłamać, ale czuję, że jeżeli nie doprowadzę tej sprawy do końca, nie
będę w stanie zamknąć pewnego rozdziału w swoim życiu.
Kolejnym etapem jest spotkanie się z Michałem. W tajemnicy
przed moim byłym bucem muszę dać mu do zrozumienia, że jestem skłonna
kontynuować tę znajomość. Wręcz chcę żeby myślał, że widzę w nim kogoś więcej
niż tylko znajomego. Nie zamierzam grać w otwarte karty. Chcę by bazował na
domysłach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz