Podpadłam szefowej. Nie potrafiłam się na pracy skupić
ostatnimi czasy. Skierowała mnie więc za karę na zastępstwo do pracy z trudną młodzieżą.
Normalnie zajmuje się tym ksiądz z pobliskiej plebanii. Wiedziałam mniej więcej
co mnie czeka. Miałam takie zajęcia na studiach. Na sali już czekał grupa.
Nawet nie próbowałam ich przekrzykiwać. Zaczęłam twardo...
- Wam do dupy dobiera się kurator, mi szefowa. Jeżeli nie podpiszę
wam zaświadczeń będzie z wami słabo. Jak ja nie odbębnię z wami tych dwóch godzin, będę miała pozamiatane.
Siadajcie na tyłki i zamknijcie się na chwilę. Spoko?!
Co ciekawe podziałało. Oni wiedzieli, że nie przyszłam ich
umoralniać, ja zaś wiem że i tak by to nic nie dało. Wbrew wszelkiej opinii nie
są oni jakimiś kryminalistami. Zwykli młodzi ludzie, którzy często nie mając
aprobaty w domu szukali jej po za nim. Jak to już w stadzie bywa najsilniejszy
ustawia poprzeczkę. Ci którzy nie dotrzymają tempa zostaną odrzuceni. Niestety
zasada jest jedna "albo z nami, albo przeciwko nam". Zauważyłam, że w grupie stroszą piórka, ale kiedy już nie
muszą się przed nikim popisywać staja się zupełnie kimś innym. Szczerzy,
sfrustrowani swoim losem. Brakiem perspektyw w dzieciństwie. Może inaczej...
Brakiem kogoś kto zabrałby ich w miejsce gdzie nie musieliby się bać. Gdzie
poezja, malarstwo czy muzyka nie jest obciachem tylko powodem do dumy.
Przykre....
Najbardziej ruszyła mnie opowieść Piotrka, chłopaka z
biednej dzielnicy. W podstawówce jakoś sobie radził. Wśród ludzi z którymi
wychowywał się od urodzenia było mu dobrze. Dopiero w gimnazjum zaczęła się
trauma. Dzieci z lepiej usytuowanych rodzin znalazły sobie w takich dzieciach
idealny obiekt do rozładowywania swoich buntowniczych emocji.
"Nie o to chodzi... Jasne, że wiem co jest złe a co dobre.
Zawsze mam moralkę gdy zrobię coś złego. Ty nie rozumiesz jak to jest kiedy w
pod klatka czujesz się bardziej szanowany niż w domu. Nie wiem kogo winić.
Teraz kiedy wiem już jak zajebiście się czuje po alko, rozumiem starych. Czemu
pili. Nie mieli sił walczyć z całym tym syfem. Nie rozumiem tylko dlaczego
zawsze obrywałem ja. Musiałem rzucić szkołę. Jak już ktoś staną na linii
strzału nie było siły aby się odczepili. Frajdę sprawiało im to, że popchną,
uderzą, zgnoją. Im większa publika tym było
im lepiej. Bogacze płacili im, żeby mieć spokój. Najpierw fajkami, potem
bezczelnie żądali kasy. Czym miałem im płacić. Wyrwałem się z tej sieci. Jakiś
papier nie jest wart tego, żeby cię gnoili przecież".
Teraz wiecie dlaczego mnie to ruszyło? Żądamy od nich
skończenia szkoły. Dobrych ocen. Nie zastanawiamy się nawet co czują. Nie
zdajemy sobie sprawy jak wielką traumę przeżywają... Dzisiaj w czasach tak
wielu samobójstw wśród nastolatków szczególnie powinniśmy się nad tym zastanowić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz