piątek, 6 listopada 2015

Lekcja pokory



Podpadłam szefowej. Nie potrafiłam się na pracy skupić ostatnimi czasy. Skierowała mnie więc za karę na zastępstwo do pracy z trudną młodzieżą. Normalnie zajmuje się tym ksiądz z pobliskiej plebanii. Wiedziałam mniej więcej co mnie czeka. Miałam takie zajęcia na studiach. Na sali już czekał grupa. Nawet nie próbowałam ich przekrzykiwać. Zaczęłam twardo...
- Wam do dupy dobiera się kurator, mi szefowa. Jeżeli nie podpiszę wam zaświadczeń będzie z wami słabo. Jak ja nie odbębnię z wami  tych dwóch godzin, będę miała pozamiatane. Siadajcie na tyłki i zamknijcie się na chwilę. Spoko?!

Co ciekawe podziałało. Oni wiedzieli, że nie przyszłam ich umoralniać, ja zaś wiem że i tak by to nic nie dało. Wbrew wszelkiej opinii nie są oni jakimiś kryminalistami. Zwykli młodzi ludzie, którzy często nie mając aprobaty w domu szukali jej po za nim. Jak to już w stadzie bywa najsilniejszy ustawia poprzeczkę. Ci którzy nie dotrzymają tempa zostaną odrzuceni. Niestety zasada jest jedna "albo z nami, albo przeciwko nam". Zauważyłam, że w grupie stroszą piórka, ale kiedy już nie muszą się przed nikim popisywać staja się zupełnie kimś innym. Szczerzy, sfrustrowani swoim losem. Brakiem perspektyw w dzieciństwie. Może inaczej... Brakiem kogoś kto zabrałby ich w miejsce gdzie nie musieliby się bać. Gdzie poezja, malarstwo czy muzyka nie jest obciachem tylko powodem do dumy. Przykre....

Najbardziej ruszyła mnie opowieść Piotrka, chłopaka z biednej dzielnicy. W podstawówce jakoś sobie radził. Wśród ludzi z którymi wychowywał się od urodzenia było mu dobrze. Dopiero w gimnazjum zaczęła się trauma. Dzieci z lepiej usytuowanych rodzin znalazły sobie w takich dzieciach idealny obiekt do rozładowywania swoich buntowniczych emocji.

"Nie o to chodzi... Jasne, że wiem co jest złe a co dobre. Zawsze mam moralkę gdy zrobię coś złego. Ty nie rozumiesz jak to jest kiedy w pod klatka czujesz się bardziej szanowany niż w domu. Nie wiem kogo winić. Teraz kiedy wiem już jak zajebiście się czuje po alko, rozumiem starych. Czemu pili. Nie mieli sił walczyć z całym tym syfem. Nie rozumiem tylko dlaczego zawsze obrywałem ja. Musiałem rzucić szkołę. Jak już ktoś staną na linii strzału nie było siły aby się odczepili. Frajdę sprawiało im to, że popchną, uderzą, zgnoją. Im większa publika tym  było im lepiej. Bogacze płacili im, żeby mieć spokój. Najpierw fajkami, potem bezczelnie żądali kasy. Czym miałem im płacić. Wyrwałem się z tej sieci. Jakiś papier nie jest wart tego, żeby cię gnoili przecież".

Teraz wiecie dlaczego mnie to ruszyło? Żądamy od nich skończenia szkoły. Dobrych ocen. Nie zastanawiamy się nawet co czują. Nie zdajemy sobie sprawy jak wielką traumę przeżywają... Dzisiaj w czasach tak wielu samobójstw wśród nastolatków szczególnie powinniśmy się nad tym zastanowić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz