czwartek, 5 listopada 2015

Mój ruch...



Zuśka próbuje się do mnie dodzwonić po raz setny chyba..... Mamusia uznała, że sama jestem temu winna, bo nie potrafię faceta przy sobie utrzymać. Michał uważa, że skoro już wyjawił mi cały niecny plan to rości sobie jakieś prawa do mnie. Okazuje się więc, że tylko ten "buc" mój były wreszcie wykazał się temperamentem i po srogiej kłótni dał mi spokój. Nie odzywa się od tygodnia. Żebyście słyszalni co się działo. Uświadomił mi kim z zawodu była moja matka, w dodatku używał terminologii łacińskiej...

Z relacji mamusi dowiedziałam się, iż chłopaczek tak się załamał, tak rozpaczał po naszym rozstaniu, że nie potrafił się przez tydzień skupić. Przez to zdegradowali go z asystenta architekta do kierowcy koparko-ładowarki. A to łajza. Wykorzystał rozstanie, żeby już nie kłamać matce. Jak tak można?

Co do Zuśki to mam ochotę się z nią spotkać. Podczas tych nieprzespanych nocy zrodził mi się w głowie niecny plan, jak odpłacić pięknym za nadobne całej czwórce....

Etapem pierwszym jest wykreowanie nowego wizerunku. Spełnionej, pełnej energii młodej pani psycholog. Dalekiej od wszelakich trosk i rozterek miłosnych. Jedynym sposobem aby się to udało jest przekonanie Zuśki, że tak naprawdę nie mam do niej żalu. To nie będzie trudne. Taka tempa strzała z miejsca uwierzy w śpiewkę o tym, iż rozumiem ją doskonale, że wiem co czuła. Przecież nie zrobiła tego specjalnie. Serce nie sługa. Dorzucę jeszcze coś typu - "kochana przecież nie mogłaś mi powiedzieć że spotykasz się z moim facetem za moimi plecami. Zniszczyłoby to naszą przyjaźń na zawsze, a tego obie nie chciałybyśmy na pewno". Potem jakiś uścisk, "szczere wzruszenie" i oczywiście obietnica utrzymania w tajemnicy przed "bucem" i jego mamusią naszej wielkiej przyjaźni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz