wtorek, 20 października 2015

301 krawatów



Nie wrócił. Wczoraj znikną. Nie chce mi przeszkadzać w zastanawianiu. Mamusia swoje już wtrąciła na pewno. Nie jestem partią dla niego. Mam za wysokie aspiracje. Przez mój niby "wyścig szczurów" nigdy nie będę w stanie zaspokoić jego potrzeb. Rozmawialiśmy o małżeństwie, dzieciach i całym tym zakładaniu rodziny. Chciałabym. Bardzo. Za każdym razem kiedy próbuje sobie to wyobrazić, widzę "mamusię". Zmysłowa noc poślubna, on delikatnie rozpina mi suknię, kładzie mnie na łóżko. zapala świece, zdejmuje spodnie i... "Złóż te spodnie jak cie uczyłam, wiecznie żyć nie będę!!!" Tak właśnie wszędzie jego matka. Ta kobieta przychodzi w każdy poniedziałek o 8:17. Zaczyna od wyprasowania mu sześciu koszul i zawiązania siedmiu krawatów. Tak siedmiu, na wypadek gdyby któryś kawą poplamił. Potrafię zrozumieć koszule. Spoko prezencja musi być, ale krawat w koparce? Prawda jest taka, że matka mylnie wydedukowała iż jej oczko w głowie jest asystentem architekta. On zaś bał się wyprowadzać ją z błędu i teraz brnie od roku w tym kłamstwie. Rozumiecie?!

301 krawatów musiałam rozwiązać i uprasować, żeby się kobieta nie połapała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz