Nie wrócił. Wczoraj znikną. Nie chce mi przeszkadzać w
zastanawianiu. Mamusia swoje już wtrąciła na pewno. Nie jestem partią dla
niego. Mam za wysokie aspiracje. Przez mój niby "wyścig szczurów"
nigdy nie będę w stanie zaspokoić jego potrzeb. Rozmawialiśmy o małżeństwie,
dzieciach i całym tym zakładaniu rodziny. Chciałabym. Bardzo. Za każdym razem
kiedy próbuje sobie to wyobrazić, widzę "mamusię". Zmysłowa noc
poślubna, on delikatnie rozpina mi suknię, kładzie mnie na łóżko. zapala
świece, zdejmuje spodnie i... "Złóż te spodnie jak cie uczyłam, wiecznie
żyć nie będę!!!" Tak właśnie wszędzie jego matka. Ta kobieta przychodzi w każdy
poniedziałek o 8:17. Zaczyna od wyprasowania mu sześciu koszul i zawiązania
siedmiu krawatów. Tak siedmiu, na wypadek gdyby któryś kawą poplamił. Potrafię
zrozumieć koszule. Spoko prezencja musi być, ale krawat w koparce? Prawda jest
taka, że matka mylnie wydedukowała iż jej oczko w głowie jest asystentem architekta.
On zaś bał się wyprowadzać ją z błędu i teraz brnie od roku w tym kłamstwie.
Rozumiecie?!
301 krawatów musiałam rozwiązać i uprasować, żeby się
kobieta nie połapała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz