poniedziałek, 19 października 2015

Więc wojna?

Zdębiałam.

Nawet nie zadzwoniłam. Znalazł kartkę z numerem telefonu. Nie chciałam się głupio tłumaczyć. Po prostu powiedziałam prawdę. Oczywiście, że nie powiedziałam że na plecach ten numer miała. Nie jestem idiotką. Co się nasłuchałam... że sobie wyjście awaryjne szykuję, że jak już zaczęłam się za innymi rozglądać to mam już go dosyć. Czasem to prawda. Mam go pod korek. Ale przecież to ten koleś się za mną obejrzał... Nie pozostałam dłużna. Bo ile można znosić bycie numerem dwa. W sumie to nawet trzy. Jak nie mamusia to kumple. Od pół roku po za pracą nie miałam żadnych rozrywek. To jedno wyjście widocznie tak go zabolało. No tak, zerwała się zwierzyna z uwięzi. Tylko niech uważa żebym mu do lasu nie uciekła. Brr. Zła jestem. Mało, że mnie obraził, grzebał w moich rzeczach to jeszcze dosadnie dał do zrozumienia że drzwi otwarte, jak mi się nie podoba to mogę odejść. Może on tego chce. Może szukał pretekstu. Trochę to zastanawiające. Za jeden numer telefonu taka jazda. Myślę, że coś innego jest na rzeczy.  Kazał mi się poważnie zastanowić nad sensem naszego związku.

To się zastanawiam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz