Ałaaa. Pić, pić, pić... o jest. Och jak dobrze. Co to była za noc. Fakt nie
wszystko pamiętam, ale to nieważne. Potrzebowałam tego. Mojego znowu nie ma. I
dobrze. Trzeba sie ogarnąć. Ale bym rosół zjadła. Jezu, jak ja wyglądam. Nie
wierze ze to co się wczoraj działo, na prawdę miało miejsce. Strasznie jasno
dzisiaj. Śniadanie czy kawa... w sumie nie jestem głodna. Czyli kawa ale
najpierw papieros. Głupota na kacu, wiem. Ten pierwszy szok organizmu, jakby
ktoś mi w łeb przysadził. O Zuśka dzwoni...
- no. no. nooo. Serio? Nie mów. O faaakkk!!! no mam. serio nie sięgnę. tak
na pewno. No na razie.
Wiec po kolei. Zuśka nie wróciła sama i nie do siebie. mówiąc "do
siebie" nie mam na myśli stanu zdrowia. Przypominam, to jej impreza była.
Jakiś koleś napisał mi swój numer między łopatkami, czyli dokładnie tam gdzie
nie mogę sięgnąć. Hmm, niezły był. Na basen bym poszła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz