Nienawidzę. Po
prostu nie cierpię go... Wczoraj było miło, fakt. Kolacja, "Piękne istoty",
tak nawiasem mówiąc świetny film, serio, sprawdźcie koniecznie. Nie powiem wam
o czym jest bo pamiętam tylko początek i napisy końcowe. Cudownie przy nim się
śpi. Mój nie pyta mnie czy oglądałam jakiś film tylko czy już na nim spałam. O czym ja to... a tak. Po wczorajszym
wieczorze wstałam w boskim humorze. Szybko mi przeszło. Ani faceta, ani
śniadania. W lodówce pusto. Myślałam że poszedł do sklepu, żeby coś
przygotować. Taaa jasne. Do "mamusi" pojechał bo mikrofalówka świeci.
Jak mając 35 lat można mówić "mamusia"?
Dziwna sytuacja. Kiedy wracałam ze sklepu
zaczepił mnie gość. Znał moje imię. I w dodatku pytał czy umyłam plecy. Jeśli
to ten od numeru telefonu między pośladkami to ma przesrane. Nawet nie chce myśleć
jak komicznie wyglądałam próbując sięgnąć, żeby go zmyć. Dopiero po wszystkim
przypomniałam sobie o szczotce do pleców. Dał mi pączka, powiedział że to ten
mój ulubiony. Skąd ta myśl. Że niby ja lubię pączki . No może czasem ale naprawdę
rzadko. Ostatniego jadłam... O cholera na panieńskim. Czyli to on. Pytał czemu
nie zadzwoniłam. Hmm.. zastanówmy się... może bo to palant który zaczepia
pijane laski, a jak mu odmówią "przejścia się, bo tu głośno" to
zostawia na plecach numer telefonu z nadzieja że oddzwonię. Desperat. Pewnie
zastanawiacie się dlaczego zgodziłam sie, żeby popisał mi plecy. A więc... Jest
cholernie przystojny. Ale przecież mam faceta. Co prawda częściej widzi go
mamusia niż ja, ale czasami i mi przypada ten zaszczyt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz