Spotkanie z Michałem uznaje za bardzo udane. Nie musiałam
kolesia przekonywać o swoich dobrych zamiarach. Wręcz odwrotnie. Przyniósł ze sobą bukiet 15 róż co oznacza -
przepraszam. Miała być kawa, a tu proszę... Zaprosił mnie na obiad. Odstawił
się jak szczur na otwarcie kanałów. Jeszcze brakowało kwartetu smyczkowego i
pierścionka... Chyba się palant zakochał. Ciężko było nie wybuchnąć śmiechem,
kiedy opowiadał o swoich zmianach wewnętrznych. Usłyszałam, że przy mnie jakoś
inaczej się czuje, że nie może sobie wybaczyć że wziął udział w czymś tak
paskudnym. Gdyby tylko mógł cofnąć czas... Żałosne a zarazem słodkie. Normalnie
uwierzyłabym w tę śpiewkę o poruszonym sumieniu. Na jego nieszczęście nie mam
ochoty nawet zagłębiać się w to co mówił. Plan był prosty. Sypnąć kilka
podtekstów, kilka w miarę czytelnych sygnałów. Role odegrałam książkowo. Połknął
haczyk...
Zapytacie o wyrzuty sumienia? Jasne, że mam. Wystarczy
jednak tylko pomyśleć o numerze na plecach i jakoś mijają od ręki. Nie prosiłam się o to. Mógł przejść obok mnie obojętnie tamtego wieczoru. Mógł też najpierw
zagadać, potem uznać, że jednak jestem zajebista i zaniechać udziału w tej
całej komedii. On jednak pozostał wierny swojemu kumplowi, więc i ja pozostaje
wierna swoim przekonaniom.
Reasumując...
Nadal jestem przyjaciółką Zuśki. Jeżeli wygadała się swojemu
chłopakowi, to jest kretynką i albo mają ogień w domu, albo on trzęsie portkami, bo jako jego
dziewczyna poznałam kilka "wstydliwych" sekretów. Na pewno wolałby je
ujawnić w odpowiednim czasie. Spokojnie, nie mam zamiary tego wyciągać. Aż taką
suką nie jestem.
Michał pała do mnie co najmniej sympatią. Nie wygada się na
pewno, więc tę kartę odkryję w swoim czasie.
Etap trzeci jest trochę bardziej skomplikowany. Czas spotkać
się z mamusią. Tylko nie wiem jeszcze jak sprawić żeby zmieniła o mnie zdanie. Mam
pewien pomysł, ale nie chce zapeszać. Na pewno szansa jest, bo przecież nie
zagrażam już nieskazitelnej reputacji jej synka jak i całego rodu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz