czwartek, 31 grudnia 2015

Życzenia Noworoczne



Kochani w Święta byłam nieobecna. Zaniedbałam trochę swojego bloga, niestety... Mam nadzieję, że spędziliście je tak miło jak ja.

Z okazji nadchodzącego roku 2016 życzę wam wszystkiego co naj... Aby każdy kolejny dzień był lepszy od poprzedniego, by pozostawiał tylko miłe wspomnienia. Te gorsze zaś jak najszybciej znikały z Waszej pamięci.
Byśmy zakopali wszystkie topory wojenne, by już nigdy rykoszetem nie uderzyły w nas samych. Wreszcie... Zdrówka Wam życzę Kochani. Spełnienia marzeń. Tych najmniejszych, ale i tych ogromnych z pozoru niemożliwych, nierealnych.
Sobie, życzę jedynie spokoju, bo mając was mam wszystko :)
Wasza Lena.

wtorek, 8 grudnia 2015

Lena za dwadzieścia lat



Smutne...

Wszyscy biegniemy przez swoje życie w szalonym pędzie. Mamy przed oczami jakiś cel. Tak bardzo odległy, że osiągnięcie go zabiera nam najpiękniejsze chwile. Zabiera, bo przez niecierpliwość zastępujemy piękne momenty nic nieznaczącymi pozycjami w "CV". Ciężko to dostrzec i zrozumieć. Jakże łatwo zaakceptować i pogodzić się z losem, którego sami jesteśmy kowalami... Celu przecież i tak nie osiągniemy, bo oddala się od nas im bardziej do niego dążymy. Wciąż chcemy więcej i więcej. Kiedy już się obudzimy i przetrzemy oczy zorientujemy się co jest już wspomnieniem. W zasadzie jego brakiem. Tak bardzo byliśmy zaślepieni, że zapomnieliśmy o najważniejszym. Kiedyś jako dziecko usłyszałam:

"Na końcu drogi wszyscy jesteśmy równi, a rozróżnia nas tylko to, co w naszej pamięci. Rozliczeni zostaniemy nie za błędy, lecz za radość jaką mamy w sercu wspominając nasze życie".

Patrząc na moją szefową wyobrażam sobie siebie za dwadzieścia lat. Zmęczona życiem. Nauczona stwarzać pozory szczęścia i samozadowolenia. Bez sił by szaleć... jak dwudziestolatka? No właśnie. Wtedy kiedy energii było najwięcej straciłam ją na budowanie tego co teraz nazywam sukcesem. Straszna wizja...

 Wstałam rano. Otworzyłam okno. Już zapomniałam jak smakuje poranny chłód. Jak otula ciało. Codzienne rytuały zagasiły ten młodzieńczy temperament. Napisałam nad łóżkiem na razie tylko ołówkiem żeby nie zapomnieć: 
                                      
                       "Można nie posiadać niczego a mieć wszystko
                                               Można zaś posiąść wszystko a nie mieć nic"

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Poproszę 50-ątkę nostalgii...



Receptą udanego piątkowego wieczoru jest umiejętność popłynięcia z prądem. To co mi się w piątek przydarzyło można bardziej określić dryfowaniem w szklance. Zamiast świetnie się bawić, siedziałam przy barze popijając chyba wszystkie rodzaje alkoholi jakie barman posiadał. Nie do końca wszystko pamiętam. Jeszcze zanim mnie pozamiatało, rozmawiałam z Robertem przez telefon. Nie wiem dlaczego do niego zadzwoniłam. Naszło mnie nostalgiczne pragnienie wybaczania. Nawet barmanowi usilnie wybaczałam. że nie chciał mojego numeru. Na szczęście Robert uznał, że nie mam czego wybaczać. Wręcz odwrotnie. Sama jestem sobie winna. Rozmowa zeszła więc na właściwy tor. Po wymienieniu się niecenzuralnymi tytułami rozłączyliśmy się chyba w tej samej chwili. Rozmawiałam też  z Zuśką. Kurcze, nie zdawałam sobie sprawy wtedy, że telefonowanie do niej zaraz po rozmowie z Robertem nie jest najlepszym posunięciem. Popłakałyśmy sobie z 30 sekund, po czym jej telefon się wyłączył. Kiedy zadzwoniłam do Michała miałam już problem z wymawianiem spółgłosek "sy", "szy", "czy" i samogłosek "ę" oraz "ą". Nie jestem stuprocentowo pewna czy zrozumiał dlaczego dzwonie. Próbowałam mu tłumaczyć że "czekałam aż zadzwonisz pierwszy" ale wyszło "szczekałam aż sad zwonisz piepeszy". Powiedział że nie życzy sobie obrażania po pijaku i się rozłączył. 

To tylko tyle ile pamiętam. Czy nie wydarzyło się coś więcej, nie mogę być pewna. Jedno wiem. Następnym razem telefon zostaje w domu a Michał idzie ze mną....

piątek, 4 grudnia 2015

Ach ten Michał...



Rozmowa z Michałem sprawiła, że muszę zrewidować mój plan. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle ma jakiś sens rozgrzebywanie tego wszystkiego. Nie wtajemniczałam go w swoją sprawę. Na wszelki wypadek nie dałam mu powodu do podejrzeń. Nadal chcę by myślał, że zapomniałam już co zrobił. Tak czy inaczej trzymam się swojego założenia, że powinni zapłacić za ta jak mnie potraktowali. Jedyna wątpliwość jaka mnie nurtuje, czyli "czy to wszystko ma jakiś sens" narasta z każdym dniem. Jest mi dobrze. Nie wiem nawet, czy nie jest lepiej niż było kiedy Robert był obok. Czuje się niezależna. W sferze prywatnej nie odpowiadam przed nikim...

Spotkałam się z Michałem, bo nie miałam innego wyjścia. Nalegał od kilku dni. Zbywając go nadal mogłabym zaprzepaścić cały plan. Musi przecież myśleć, że nie jest mi do końca obojętny. Złapałam się na tym, że naprawdę fajnie mi się z nim gadało. Poszliśmy na spacer. Pierwszy raz od wielu dni poczułam się tak swobodnie w czyimś towarzystwie. Do tej pory uśmiecham się gdy myślę o tym popołudniu.  Co jeśli intryga, którą knuję odwróci się przeciwko mnie? Jeśli moja żądza zemsty przysłoni mi to co jest naprawdę ważne. Początkowo widziałam w Michale jedynie pustego palanta który w mojej krzywdzie zwietrzył szansę na wyrwanie laski. Ostatnim razem jednak, ani przez moment nie wracał rozmową do tamtej sytuacji. Być może, żeby mnie nie złościć. A jeśli uznał tamten okres za zamknięty? Nie wiem. Może ma racje. Może i ja powinnam tak zrobić. Coraz bardziej się zastanawiam czy to w ogóle do czegoś prowadzi. Tak wiele pytań. Najgorsze, że odpowiedzieć na nie muszę sobie sama....

Na co dzień spotykam się z ludźmi mającymi tak wiele problemów. Staram się ich uświadomić, że czasem nie obejdziemy się bez pomocy kogoś z zewnątrz. Nie każdy problem da się rozwiązać w osamotnieniu. Żeby jednak skorzystać z "telefonu do przyjaciela" trzeba mieć kogoś komu się ufa, bądź kogoś, kto nie ma żadnego interesu aby nam zaszkodzić. Niestety ja takiego kogoś nie mam i raczej szybko nie będę mieć. Jedyna osoba z poza pracy, z jaką mam kontakt to Michał. Jemu nie mogę ufać, to niewykonalne. Skoro zdradził własnego kumpla, to nie będzie miał żadnych skrupułów ze mną. Chyba muszę częściej wychodzić z domu. W sumie jest piątkowe popołudnie... Tak właśnie... Wyjdę w miasto. Od miesiąca siedzę w weekendy w domu sama. Czas się ruszyć.