poniedziałek, 7 grudnia 2015

Poproszę 50-ątkę nostalgii...



Receptą udanego piątkowego wieczoru jest umiejętność popłynięcia z prądem. To co mi się w piątek przydarzyło można bardziej określić dryfowaniem w szklance. Zamiast świetnie się bawić, siedziałam przy barze popijając chyba wszystkie rodzaje alkoholi jakie barman posiadał. Nie do końca wszystko pamiętam. Jeszcze zanim mnie pozamiatało, rozmawiałam z Robertem przez telefon. Nie wiem dlaczego do niego zadzwoniłam. Naszło mnie nostalgiczne pragnienie wybaczania. Nawet barmanowi usilnie wybaczałam. że nie chciał mojego numeru. Na szczęście Robert uznał, że nie mam czego wybaczać. Wręcz odwrotnie. Sama jestem sobie winna. Rozmowa zeszła więc na właściwy tor. Po wymienieniu się niecenzuralnymi tytułami rozłączyliśmy się chyba w tej samej chwili. Rozmawiałam też  z Zuśką. Kurcze, nie zdawałam sobie sprawy wtedy, że telefonowanie do niej zaraz po rozmowie z Robertem nie jest najlepszym posunięciem. Popłakałyśmy sobie z 30 sekund, po czym jej telefon się wyłączył. Kiedy zadzwoniłam do Michała miałam już problem z wymawianiem spółgłosek "sy", "szy", "czy" i samogłosek "ę" oraz "ą". Nie jestem stuprocentowo pewna czy zrozumiał dlaczego dzwonie. Próbowałam mu tłumaczyć że "czekałam aż zadzwonisz pierwszy" ale wyszło "szczekałam aż sad zwonisz piepeszy". Powiedział że nie życzy sobie obrażania po pijaku i się rozłączył. 

To tylko tyle ile pamiętam. Czy nie wydarzyło się coś więcej, nie mogę być pewna. Jedno wiem. Następnym razem telefon zostaje w domu a Michał idzie ze mną....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz