środa, 21 października 2015

intrygujący telefon



Zadzwoniłam wczoraj do tego gościa. Uznałam, że skoro ma już tak istotny wpływ na mój związek, to chciałabym go poznać. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu żeby pogadać.
Powiedział coś dziwnego. Cytuję: "Nie powinnaś do mnie dzwonić. I tak masz pewnie pod górkę przeze mnie". Zaintrygował mnie. Niby skąd to wie. Może Zuśka ma z nim kontakt. Wątpię. Powiedziałaby mi na pewno. Nie chciał rozwinąć myśli, więc zaproponowałam spotkanie. Nie chętnie, zgodził. Dał warunek że to on wybierze miejsce. Trochę mnie to przeraża. Co jeśli okaże się jakimś psychopatą? Dlaczego musiałam go przekonywać do spotkania? To on chciał żebym zadzwoniła, nie odwrotnie. Może świruję, ale wygląda to wszystko co najmniej dziwnie. Może ma żonę i dzieci? Nie zaszkodzi sprawdzić. W sumie w pracy nie jedno już słyszałam. Potraktuje rozmowę z nim jak sesją psychologiczną. Będę słuchać, zadawać pytania, wnioski zaś pozostawię sobie. Może dowiem się o co mu chodzi i co miał na myśli...

wtorek, 20 października 2015

301 krawatów



Nie wrócił. Wczoraj znikną. Nie chce mi przeszkadzać w zastanawianiu. Mamusia swoje już wtrąciła na pewno. Nie jestem partią dla niego. Mam za wysokie aspiracje. Przez mój niby "wyścig szczurów" nigdy nie będę w stanie zaspokoić jego potrzeb. Rozmawialiśmy o małżeństwie, dzieciach i całym tym zakładaniu rodziny. Chciałabym. Bardzo. Za każdym razem kiedy próbuje sobie to wyobrazić, widzę "mamusię". Zmysłowa noc poślubna, on delikatnie rozpina mi suknię, kładzie mnie na łóżko. zapala świece, zdejmuje spodnie i... "Złóż te spodnie jak cie uczyłam, wiecznie żyć nie będę!!!" Tak właśnie wszędzie jego matka. Ta kobieta przychodzi w każdy poniedziałek o 8:17. Zaczyna od wyprasowania mu sześciu koszul i zawiązania siedmiu krawatów. Tak siedmiu, na wypadek gdyby któryś kawą poplamił. Potrafię zrozumieć koszule. Spoko prezencja musi być, ale krawat w koparce? Prawda jest taka, że matka mylnie wydedukowała iż jej oczko w głowie jest asystentem architekta. On zaś bał się wyprowadzać ją z błędu i teraz brnie od roku w tym kłamstwie. Rozumiecie?!

301 krawatów musiałam rozwiązać i uprasować, żeby się kobieta nie połapała...

poniedziałek, 19 października 2015

Więc wojna?

Zdębiałam.

Nawet nie zadzwoniłam. Znalazł kartkę z numerem telefonu. Nie chciałam się głupio tłumaczyć. Po prostu powiedziałam prawdę. Oczywiście, że nie powiedziałam że na plecach ten numer miała. Nie jestem idiotką. Co się nasłuchałam... że sobie wyjście awaryjne szykuję, że jak już zaczęłam się za innymi rozglądać to mam już go dosyć. Czasem to prawda. Mam go pod korek. Ale przecież to ten koleś się za mną obejrzał... Nie pozostałam dłużna. Bo ile można znosić bycie numerem dwa. W sumie to nawet trzy. Jak nie mamusia to kumple. Od pół roku po za pracą nie miałam żadnych rozrywek. To jedno wyjście widocznie tak go zabolało. No tak, zerwała się zwierzyna z uwięzi. Tylko niech uważa żebym mu do lasu nie uciekła. Brr. Zła jestem. Mało, że mnie obraził, grzebał w moich rzeczach to jeszcze dosadnie dał do zrozumienia że drzwi otwarte, jak mi się nie podoba to mogę odejść. Może on tego chce. Może szukał pretekstu. Trochę to zastanawiające. Za jeden numer telefonu taka jazda. Myślę, że coś innego jest na rzeczy.  Kazał mi się poważnie zastanowić nad sensem naszego związku.

To się zastanawiam...

niedziela, 18 października 2015

kurczak bez temperamentu



Rebus: rosół + zaległe seriale + leń wszechobecny=?

Człowiek czeka na tę niedzielę upragnioną, a kiedy przychodzi, nie chce się nic robić. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że po niedzieli jest poniedziałek. Ciężko będzie się wdrożyć w ten pięciodniowy pęd. Idę kurczaka przewrócić w piekarniku...

Zastanawiałam się nad zadzwonieniem do tego świra z imprezy. Nie chcę wywoływać scen zazdrości w domu. Mój ma tendencje do tragizowania i wyolbrzymiania wszystkiego. Od mleka nie schowanego do lodówki do włosa na umywalce. Nawet nie chce się zastanawiać co by było gdyby się dowiedział że rozmawiam przez telefon z jakimś obcym gościem. Gdyby chociaż pokrzyczał, to spoko, ale on się obraża i nie ma siły na świecie (no może oprócz jego mamusi) która wydusiła by z niego, co tym razem skrzywdziło go tak dotkliwie. Jak baba. Facet powinien chyba być trochę porywczy, władczy chyba nawet. On tłumaczy że w pracy zostawia swój temperament. Szkoda, bo wczoraj wieczorem był potrzebny jak cholera....

sobota, 17 października 2015

śniadanie nie do łóżka

Nienawidzę. Po prostu nie cierpię go... Wczoraj było miło, fakt. Kolacja, "Piękne istoty", tak nawiasem mówiąc świetny film, serio, sprawdźcie koniecznie. Nie powiem wam o czym jest bo pamiętam tylko początek i napisy końcowe. Cudownie przy nim się śpi. Mój nie pyta mnie czy oglądałam jakiś film tylko czy już na nim spałam.  O czym ja to... a tak. Po wczorajszym wieczorze wstałam w boskim humorze. Szybko mi przeszło. Ani faceta, ani śniadania. W lodówce pusto. Myślałam że poszedł do sklepu, żeby coś przygotować. Taaa jasne. Do "mamusi" pojechał bo mikrofalówka świeci. Jak mając 35 lat można mówić "mamusia"?

    Dziwna sytuacja. Kiedy wracałam ze sklepu zaczepił mnie gość. Znał moje imię. I w dodatku pytał czy umyłam plecy. Jeśli to ten od numeru telefonu między pośladkami to ma przesrane. Nawet nie chce myśleć jak komicznie wyglądałam próbując sięgnąć, żeby go zmyć. Dopiero po wszystkim przypomniałam sobie o szczotce do pleców. Dał mi pączka, powiedział że to ten mój ulubiony. Skąd ta myśl. Że niby ja lubię pączki . No może czasem ale naprawdę rzadko. Ostatniego jadłam... O cholera na panieńskim. Czyli to on. Pytał czemu nie zadzwoniłam. Hmm.. zastanówmy się... może bo to palant który zaczepia pijane laski, a jak mu odmówią "przejścia się, bo tu głośno" to zostawia na plecach numer telefonu z nadzieja że oddzwonię. Desperat. Pewnie zastanawiacie się dlaczego zgodziłam sie, żeby popisał mi plecy. A więc... Jest cholernie przystojny. Ale przecież mam faceta. Co prawda częściej widzi go mamusia niż ja, ale czasami i mi przypada ten zaszczyt. 

piątek, 16 października 2015

Panieński - dzień po

Ałaaa. Pić, pić, pić... o jest. Och jak dobrze. Co to była za noc. Fakt nie wszystko pamiętam, ale to nieważne. Potrzebowałam tego. Mojego znowu nie ma. I dobrze. Trzeba sie ogarnąć. Ale bym rosół zjadła. Jezu, jak ja wyglądam. Nie wierze ze to co się wczoraj działo, na prawdę miało miejsce. Strasznie jasno dzisiaj. Śniadanie czy kawa... w sumie nie jestem głodna. Czyli kawa ale najpierw papieros. Głupota na kacu, wiem. Ten pierwszy szok organizmu, jakby ktoś mi w łeb przysadził. O Zuśka dzwoni...
- no. no. nooo. Serio? Nie mów. O faaakkk!!! no mam. serio nie sięgnę. tak na pewno. No na razie.

Wiec po kolei. Zuśka nie wróciła sama i nie do siebie. mówiąc "do siebie" nie mam na myśli stanu zdrowia. Przypominam, to jej impreza była. Jakiś koleś napisał mi swój numer między łopatkami, czyli dokładnie tam gdzie nie mogę sięgnąć. Hmm, niezły był. Na basen bym poszła. 

Panieński tuż tuż

I weź tu bądź mądra. Jego nadal nie ma. Bo korki, bo mama dzwoniła... Jego mama. Z moją nigdy nie pogada. Ach zaczynam zrzędzić. Szlag mnie po prostu trafia. Stoję jak ten wieszak w przedpokoju. Ani usiąść, bo zamek puści, ani kichnąć bo same wiecie.... A tak w ogóle Lena jestem. No i co ja mówiłam... no tak. Bo niby to my sie spóźniamy wiecznie. Kurcze!!! Co innego spóźnić sie na imieniny Stefana niż na wieczór panieński Zuski. Dobra, spoko ostatni raz dzwonie, jak nie stoi pod drzwiami to dzwonie po taksi. Chociaż boje się trochę w takiej kiecy po nocy taryfą jechać. 
Swoją drogą nie macie wrażenia że Wasi Wybrankowie serca mają was czasem głęboko w ... No popatrzcie na przykład na dzisiaj. Gdyby to on dostał zaproszenie na kawalerski to by od południa warował przy drzwiach. Nie będę się denerwować, nie warto. Dzwonie... dzwonie... dzwonie. Co jest?! A zielona słuchawka, ciii nie mówcie nikomu. Dzwonie...
- Gdzie jesteś do cholery. Juz się pewnie wszystko zaczęło a Ciebie nie ma. Nie można na Ciebie liczyć. Nie możesz chociaż raz zrobić to, o co cie poproszę. Tylko mi nie mów, że nie możesz mnie zawieźć. Obiecałeś mi przecież.... A... jak? Ale.. okej, juz schodzę.

od pięciu minut czeka na dole, tak jasne. Na stówę będę na niego czekała pod klatką....